"Dzisiaj robimy to czego innym się nie chce, aby jutro robić to czego inni nie potrafią".

Sb 9 mar 22 – Czwarty sezon halowy zamknięty

Sb 9 mar 22 – Czwarty sezon halowy zamknięty

Trudno w to uwierzyć, ale tak: to już BYŁ czwarty sezon przejeżdżony na hali. Sezon zimowy. Sezon halowy.

Najpierw Kłaj

Dwie pierwsze zimy to było jeżdżenie na salę do Kłaja. Ponad sto kilometrów i godzina czterdzieści w trasie. Było warto. Na początku tragicznie. Zero kontroli, strach, ból, zniechęcenie. Zacisnąłem zęby. Wrażenia opisywałem w wątku blogowym forum narolkach.pl. Po kilku tygodniach pojawiły się pierwsze pozytywne myśli, ale progres był bardzo, bardzo powolny. Pomogło że od listopada 2019 rozpocząłem regularne cotygodniowe treningi symulacyjne i plyometrii. Niby niewiele, niby tylko dwadzieścia minut raz na tydzień. Ale wcześniej tego w ogóle nie było, więc różnica potężna. Po kilku miesiącach poprawiła się stabilność.

Potem Kolna

Jazda na Kolną to już pełen komfort: jak nie ma korka na autostradzie to jestem w dwadzieścia minut. Sama sala lepsza, bo większa. Umiejętności już większe, stabilność większa. Symulacje robione od ponad roku robią robotę. Pojawiła się realna możliwość przejechania łuku na wewnętrznej nodze. Ale nie wychodzi. Nie i nie. I nie. Ale łuki szybsze. Trochę jakby spuścić hamulec ręczny.

Po czwartym sezonie

To już nie pierwszy raz, gdy działają prawa psychologii i coś zaczyna wychodzić dopiero, gdy pogodzisz się z tym, że Ci to nie wychodzi i przestajesz cisnąć na wynik. Chciałem zakończyć ten sezon przejechaniem obu łuków na wewnętrznej nodze i przełamać głowę na tyle, aby zacząć jeździć przekładankę w prawo. Nie wychodziło i w końcu odpuściłem wzruszając ramionami.

No i w ostatni dzień prawie się udało przejechać te łuki. No, prawie. Jednak trochę brakuje, choć udało się odblokować większe niż do tej pory nachylenie ciała do wewnątrz łuku, co jest warunkiem koniecznym. A jak łuk w prawo wyszedł, to okazało się, że to właśnie nachylenie do wnętrza łuku odblokowało przekładankę! Coś co instynktownie robiłem od wielu lat przekładając w lewo, dzięki czemu czułem się bezpiecznie i swobodnie w przekładance (bo byłem dobrze nachylony do wnętrza łuku), wreszcie zrobiłem świadomie na łuku w prawo.

Pierwszy raz w życiu jechałem na pełnej kicie przekładankę w prawo i czułem się z tym znakomicie. Zero chęci zwolnienia przed wejściem w łuk. Pozycja jeszcze zbyt wysoka, ale teraz można z kolei nad nią pracować.

Oprócz tego wypracowałem też na tyle technikę odbicia, że byłem w stanie utrzymać się w grupie podczas jazdy dwuoporowej (bez odrywania rolek od podłoża) i to w obie strony. Za co zostałem poklepany po plecach przez naszego trenera i mentora. Chyba nie będę prał stroju w którym byłem. Ech, nie. To by nas zabiło…

Teraz pora na jazdy na zewnątrz. Pogoda nie rozpieszcza, a tutaj dwa tygodnie do Cracovia Maraton.

Będzie jak będzie. Na razie nędza. Siła jest, stabilność jest, wytrzymałości brak. Dziesięć kilometrów w dobrym tempie i to tyle na razie…

Odsłony: 0


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.