"Dzisiaj robimy to czego innym się nie chce, aby jutro robić to czego inni nie potrafią".

7 mar 22 – Signum temporis czyli ważne i ważniejsze

7 mar 22 – Signum temporis czyli ważne i ważniejsze

W tym trudnym czasie wszystko się zmienia i dotychczasowe priorytety tracą na znaczeniu. To co było ważne może i dalej jest ważne, ale pojawiają się rzeczy ważniejsze. Nikt się nie dziwi i nie protestuje, że sala na Kolnej została zaadaptowana na centrum recepcyjne dla uciekających przed wojną Ukraińców. Wszyscy z którymi mam kontakt zastanawiają się jak można pomagać i jak można pomagać bardziej. Minimum to dostarczanie potrzebnych środków do centrów, gdzie są one zbierane, sortowane i wysyłane lub do miejsc, gdzie uchodźcy już przebywają i punkty ogłaszają jakie konkretnie mają potrzeby. A potrzeby są podstawowe czyli jedzenie, ubranie, środki czystości, śpiwory, maty, ale i zabawki dla dzieci, karma dla zwierząt. W zasadzie wszystko. Ci ludzie zostawili całe swoje życie i nie mają nic. Przez załamanie wymienialności hrywny nie mają także środków do życia. A czas pobytu poza domem jest w tym momencie całkowicie nieznany. Obyśmy się nie wypstrykali z chęci pomocy szybko. Obyśmy wytrwali.

Nie jakieś tam roleczki, tylko tymczasowa noclegownia dla setki uchodźców.

Przygotowania do sezonu – ciąg dalszy

Ale póki można żyjemy normalnie. To oznacza, że działamy normalnie. Staramy się utrzymać także rutynę treningów. Może będzie normalny sezon, może nie będzie. Ale nawet dla zdrowia psychicznego trzeba robić coś dla siebie.

Więc ciśniemy.

W zeszłym tygodniu ledwo bo ledwo, ale udało się wrócić z delegacji na trening symulacyjny/plyo. No i okazało się, że trenerów nie dopisało i musiałem poprowadzić trening. No to poprowadziłem. Okazało się oczywiście, że jest kilka rzeczy na które trzeba być przygotowanym, a nie do końca byłem. Trzeba oczywiście podawać ćwiczenia, a następnie je demonstrować, czyli wykonywać super dokładnie i w dobrym tempie. Wiedziałem, że mnie na to stać, ale nie liczyłem się z kosztami. A okazało się, że kosztuje to dodatkowe siły. Jak normalnie zegarek podsumowuje dla mnie ten trening na około 800 kcal to tym razem było niewiele mniej niż 1000.

Trzeba też jednocześnie ogarniać czas serii, czas odpoczynku między seriami oraz zwracać uwagę na to, czy uczestnicy wykonują ćwiczenia poprawnie. Często trzeba zwrócić uwagę, bo wykonują ruch w sposób tak niewłaściwy, że aż szkodliwy.

Na przykład: wprowadziłem w ramach urozmaicenia skater squats, czyli przysiady trzymając opuszczony tułów. Myk polega nie tylko na męczeniu ud przysiadami, ale także na trzymaniu wypoziomowanego tułowia i rozluźnionych pleców. I ten ostatni element jest najtrudniejszy dla kogoś, dla kogo to ćwiczenie jest nowe. Albo może po prostu jak ktoś “pompuje” plecami podczas jazdy na rolkach, to będzie pompował także podczas skater squats. Świetne ćwiczenie, które pozwala zmęczyć nogi i jednocześnie zwiększyć świadomość ciała. A dzięki temu może podczas jazdy na zmęczeniu wyeliminować podstawową przyczynę bólu pleców, czyli niepotrzebną pracę tułowiem.

Inny wprowadzony temat to połączenie przysiadów z wyskokami: pięć skater squats, a po piątym od razu wyskok dwunóż w górę najwyżej jak się da. Zrobiliśmy dwie serie po czterdzieści pięć sekund i praktycznie nikt nie był w stanie dokończyć drugiej serii. Zapamiętać na przyszłość: zapodać serie 30 sekund. Grunt, żeby to były dobre jakościowo wyskoki. U mnie to ćwiczenie zrobiło się w miarę akceptowalne po chyba pół roku regularnych ćwiczeń. Mogłem ciut przesadzić z tą drugą serią.

Wydaje się jednak, że ogólnie ćwiczący byli zadowoleni. Głównie chyba z tego, że w końcu się skończyło.

Solne Miasto

Znaleźliśmy dużą halę, która nas jednak przygarnęła. Wieliczka naprawdę daje radę w budowanie infrastruktury sportowej. Jest Arena Małopolska, jest Kampus Wielicki i jest Solne Miasto. Kraków powinien brać przykład.

Na miejscu przywitała nas przestronna, szeroka hala o nawierzchni z parkietu. Mam nadzieję, że nic nie popsujemy, bo jak jeździmy w poprzek klepki, to lekko warczy. Słychać jak pracuje. Oby nic nie odpadło.

Parkiet to też trochę inna nawierzchnia niż maty pcv z Kolnej czy Kłaja. Na początku byłem skrępowany jakąś taką śliskością podłoża, ale w trakcie treningu wrażenie minęło. Zapewne dzięki odruchowemu już wkładaniu biodra do zakrętu oraz dzięki odruchowemu już unikaniu kładzenia kółek – walka o trakcję została wygrana.

A po roleczkach można skoczyć na ściankę i się powspinać.

Zabawa była przednia, bo oprócz klasycznych ćwiczeń męczonych co tydzień pojeździliśmy też pociągiem ćwicząc wejścia z ostatniego miejsca na drugie. Trudność leżała w tym, żeby wciąć się z odpowiednią prędkością popychając osobę z przodu, aby zrobić sobie miejsce. Nie czaić się, nie czekać, aż puszczą. Konkurenci w pociągu nie wpuszczą. Trzeba sobie zrobić miejsce rozpychając się.

Oprócz tego ćwiczyliśmy siłę odpychania w parach. Ten z tyłu pcha beczką, a ten z przodu hamuje. Zaskoczeniem dla mnie było jak kiepsko poszło mi napędzenie. Może to ból nóg jeszcze po czwartkowym treningu, ale jeśli pamiętam to ten element od dawna był moją piętą Achillesa. Muszę przemyśleć co robię źle, bo przecież siła wzrosła mi bardzo, a nie potrafiłem jej przełożyć na napęd.

Oby kolejne treningi się odbyły i obyśmy mogli wziąć w nich udział.

I obyśmy zdrowi byli, bo pora roku wredna, a jak tylko mass media przełączyły się na temat wojny na Ukrainie, to ludzie wydaje się kompletnie wyparli temat ciągle wędrującego wirusa. A on nagłówków o wojnie nie czyta, tylko robi swoje.

Odsłony: 0


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.