"Dzisiaj robimy to czego innym się nie chce, aby jutro robić to czego inni nie potrafią".

Pn 7 lut 22 – O wyrypie, czyli trenowanie z kontuzją

Pn 7 lut 22 – O wyrypie, czyli trenowanie z kontuzją

Trenowanie z kontuzją to głupota, ale mimo problemów z prostownikiem grzbietu zrobiłem w ubiegłym tygodniu i trening symulacyjny w czwartek i trening halowy w sobotę. Ponieważ nie mogłem wytrzymać z plecami to odpuszczałem mocne plyo. I tak robiłem za dużo i potem za to zapłacilem bólem. Powinienem był w ogóle odpuścić plyo i skupić się tylko na symulacjach.
No ale robiłem. Robiłem symulacje mocno i solidnie. Zejście w dół było na 100% tyłkiem, bo plecami nie miałem jak. Paradoksalnie ta kontuzja powoduje, że zaczynam robić rzeczy prawidłowo, bo nie mam JAK KOMPENSOWAĆ plecami. No i co się okazało?

1. Da się! Nogi palą, ale słuchają.
2. Jeżdżąc w pociągu było momentami ciężko i walczyłem, żeby wrócić, ale udało się: a) nie odpuścić, b) wrócić wcinając się w środek jadącego pociągu płynnie. I dało się jeździć do końca!!!
3. Zero zakwasów. ZERO ZAKWASÓW! No magia…

Faktem jest, że jazda w pociągu kosztowała mnie tak dużo, że zabrakło mi już siły psychicznej do walki z łukami. Tutaj też dużo ważniejsze jest niskie wyłożenie się plecami do przodu. Nie byłem gotowy na takie ryzyko.
Ale i tak jestem z treningu bardzo zadowolony.

Zaznaczę, że było na żywca, bez prochów. Ketonal wziąłem dopiero po treningu. Nie chcę robić treningów na znieczuleniu, bo mogę nie poczuć, jak sobie coś urywam. Serio. Ketonal na to stać. Wolę się trochę pomęczyć i “być bezpieczny”.

Ciągle nie wiem czy nogi “są już gotowe”. Paweł się śmieje, że jak będą gotowe, to będę wiedział. I skoro nie wiem, to jeszcze trochę muszę przepracować.

No ok. Nie widzę przeciwskazań. W końcu wypracuję. Szkoda, że ten sezon pod względem podnoszenia ciężarów jest już zakończony. Zanim wyleczę plecy będzie już ciepło. A biorąc pod uwagę periodyzację to luty-marzec jest okresem największych obciążeń. Maksów i submaksów. No to nie tym razem.

Może za rok.

Odsłony: 0


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.