"Dzisiaj robimy to czego innym się nie chce, aby jutro robić to czego inni nie potrafią".

7 gru 21 – Leg day: dzień jak co dzień

7 gru 21 – Leg day: dzień jak co dzień

Every day is a leg day.

Leg day at the gym

Wczoraj ośmieliłem się zwiększyć ciężary.

Na sztangę do martwego trafiło 85 kilogramów (myślałem, że 90, ale coś mnie rozproszyło i z jednej strony założyłem 10 kg, a z drugiej 5 kg – więc było niesymetrycznie, ale nawet tego nie zauważyłem podnosząc – brak doświadczenia wychodzi na jaw). Jest to na tyle duży ciężar, że trzeba się skoncentrować na ruchu, na technice, bo można sobie zrobić krzywdę. O ile startowałem miesiąc temu od 40-45 kilo i można to było mniej więcej podnosić z pleców, to przy dwa razy większym ciężarze to może być już groźnym błędem. Ograniczeniem są plecy i utrzymanie ich zablokowanych w prawidłowej pozycji przez całą serię od podniesienia do odłożenia sztangi. Oraz oczywiście prawidłowe prowadzenie nóg w zgięciu, ale to mniejszy kłopot.
No i gdyby nie paski na nadgarstki to nie byłoby mowy o utrzymaniu takiego ciężaru. Może jedną serię. Nawet z paskami po wszystkim łapy czuć, że były używane.

Na leg press też poszedł większy ciężar, bo tym razem czysto sto kilo plus ciężar platformy, który trener szacuje na 40 kilo. Czyli razem byłoby 140. Zastanawiałem się czy nie przesadzam, bo pojawiły się przy wyciskaniu jakieś delikatne kłucia w kolanie. Także przy martwym nie wszystkie ruchy były idealne i czułem mięśnie dołu pleców.

Trzeba obserwować reakcje ciała i dostosować obciążenia do odpowiedzi. Z tego wyjdzie, czy zachować obciążenia, czy powoli zwiększać, czy zmniejszyć – przejściowo, a może docelowo. I nie ma co słuchać ambicji. Zdrowie ważniejsze. Nogę można równie dobrze spalić jednonożnymi przysiadami bułgarskimi z hantlami. Chociaż to nie jest dokładnie to samo, bo jednocześnie robi się stabilizację.

Równowaga, a nierównowaga

Nie jest to częste, ale od czasu do czasu tzw. znający się przebąkują o istotności poprawnego balansu siły między mięśniami antagonistycznymi. Przykładowo u mnie praca siedząca poskutkowała nierównowagą napięcia i siły mięśni przedniej i tylnej taśmy, co doprowadziło do przodopochylenia miednicy i przez to myriadów problemów z najrozmaitszymi dysfunkcjami całego ciała. Ten przykład potwierdza, że to ważne.

Ta sama praca siedząca dała dobry “podkład” pod nierównowagę siły czworogłowych i dwugłowych uda, ale tutaj problem powiększyłem sam ćwicząc w kółko siłę czworogłowych, a zaniedbując dwugłowe. Czymże jest jazda w niskiej pozycji jeśli nie ćwiczeniami czworogłowych? Dwugłowe w takiej sytuacji pracują dużo słabiej. Efekt był taki, że jak w okresie rozkwitu pandemii zacząłem trenować pod dynktando filmów Janka Szymańskiego, a przede wszystkim Seba Swobody to nie byłem w stanie zapracować dwójkami w izolacji. Wchodziły od razu w skurcz.

Powoli, powoli coś z nimi zacząłem robić, ale startowałem z tak niskiego C, że do teraz są bardzo słabe. Na maszynie do hamstring curls, czyli zgięcia kolan w leżeniu przodem 20 kilogramów jest dla mnie dużym obciążeniem. Trzecia seria to już jest czysta masakra i zastanawianie się, czy zrobię jeszcze jedno ugięcie. Nie daję też rady dociągać do końca. Harówa.

No i dobrze. Muszę to przepracować. Tak jak mobilność barków, która powolutku się poprawia i rozpiętki hantlami mogą być z większymi ciężarami, a nawet wtedy nie wygląda to tak żałośnie jak pierwsze próby sprzed miesiąca.

To tylko cztery wizyty na siłowni. Tylko miesiąc.
Powoli do przodu.

Odsłony: 0


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.