"Dzisiaj robimy to czego innym się nie chce, aby jutro robić to czego inni nie potrafią".

Wt 23 mar 21 – Double the dryland, triple the fun

Wt 23 mar 21 – Double the dryland, triple the fun

Wtorek dniem drylandu.

Skaterzy całego świata łączcie się! (I róbcie dryland we wtorki)

Wtorek bez drylandu wtorkiem straconym!

A czy Ty zrobiłeś już dzisiaj dryland?

Rok temu, po mniej więcej czterech miesiącach regularnego wykonywania tych ćwiczeń raz w tygodniu doszedłem do dwóch serii, co było ogromnym wysiłkiem i spokojnie mogło się przyczynić do rozpalenia kontuzji mięśni lewego biodra, która tliła się nikłym płomieniem i potrzebowała tylko dmuchnięcia, żeby zapalić prawie wszystkie mięśnie długie w lewym udzie, biodrze i pośladku. Rozciąganie na chama też nie pomogło. Pewnie sobie przy okazji coś tam ponadrywałem.

Ale jest lepiej, momentami w ogóle nie odczuwam problemu, zapewne dzięki równie konsekwentnemu rozciąganiu wszystkiego w okolicy. Poza tym lewa strona się bardzo wzmocniła i zejście do jednonożnej niskiej pozycji na lewej to już nie jest dziki wrzask mordowanych mięśni. Jest napięcie, co miałoby go nie być, to są trudne ćwiczenia, ale jego poziom jest dużo zdrowszy niż kiedyś.

No to zróbmy sobie test – dwie serie. A podczas pierwszej sprawdźmy czy wykonuję wszystko poprawnie. Czyli nagrywamy i oglądamy jak to wygląda. Dla uwagi: każde ćwiczenie to minuta i po nim minuta przerwy. Między seriami również minuta przerwy.

Zwykłe dwunożne squaty. Tutaj byłem spokojny o wynik, bo co może pójść źle? Od dłuższej chwili koncentruję się nawet na utrzymaniu wysklepionego łuku stopy i kolan ustawionych na zewnątrz, aby przeciwdziałać wrodzonej akcji koślawienia. A jednak obejrzawszy film okazało się, że chociaż uczucie było zupełnie inne, to korpus nie jest trzymany w jednakowym pochyleniu, tylko prostowany i kładziony w trakcie przysiadu. I stąd się biorą „pompowania” czy „pulsowania” podczas jazdy. Do wycięcia!

Squaty jednonożne z opuszczeniem kolana nogi zakrocznej. Ponieważ przesuwam granice swojej możliwości coraz dalej to w sumie spodziewałem się, że wychylenie boczne korpusu będzie nieogarnięte. No i jest co widać na zdjęciu od frontu. Ale nie spodziewam się dużej poprawy w tym zakresie zanim czucie dołu nie poprawi się znacznie. A tutaj ciągle jest i długo będzie walka.

Powrót nogi odpoczywającej. Wbrew pozorom i dosyć podobnej pozycji, to jest zupełnie inne ćwiczenie. Noga odchodzi w bok, zatacza ćwierć-kole i wraca od tyłu. Nie widać tego na tym ujęciu, ale jedna ze stóp wraca przekrzywiona, a druga prosta. Trzeba będzie na to uważać. Jeśli rolka będzie ciągnięta do przodu przy sprincie będąc przekrzywioną, to kiedyś mogę się zaplątać we własne nogi i przeszlifować kilkanaście metrów asfaltu. Zły pomysł.

Pięć przysiadów i wyskok dwunożny. Tym razem sobie ustawiłem obiektyw w tryb odwzorowania linearnego, a nie wide czy superwide, a w tle karimatę jako punkt odniesienia. Ale nie wziąłem pod uwagę możliwości, że moje stopy będą zakrywać jej czubek utrudniając ocenę. Tym niemniej wysokość moich stóp w najwyższym punkcie jest mniej więcej zgodna z szerokością maty do ćwiczeń, a to daje 59 centymetrów. Następnym razem postaram się lepiej zgrać wysokości i kierunki, żeby to wreszcie było dobrze odczytane. Tak czy inaczej wyskok pod 60 cm? Nie jest źle, ale czemu do kosza tyle nie skaczę?

Moje ulubione przejścia side to side. Jestem już na tyle rozciągnięty, że mogę cisnąć klatką w kierunku kolana – jak mam dobry dzień. Tutaj widać, że dzisiejszy nie był specjalnie dobry. Chociaż kąt zgięcia uda do golenia zszedł dobrze poniżej dziewięćdziesięciu stopni. Tak trzymać! Jednocześnie jednak widać, że korpus nad prawą nogą jest otwarty w prawo. Za bardzo wysunięte barki w stosunku do bioder. W lewo takiej tendencji nie ma. Do dopilnowania. I pilnowania. I pilnowania…

Low walk ciągle nazywam low walkiem, a nie kaczym chodem, ponieważ jest inny mimo wszystko wzór ruchu. Przy low walku noga z przodu jest zgięta pod kątem prostym, a udo nogi z tyłu opuszczone prostopadle do ziemi. Przy kaczym chodzie to jest bardziej chód w kucki, nie ma kątów prostych, wszystko jest w kątach ostrych. Wg mnie kaczy chód dużo mniej wali po nogach. Jest łatwiejszy.

Pozycja podstawowa. Nisko, kolana nie mogą lecieć do środka, łuk stopy wysklepiony. Ręce na plecach są trudniejszą wersją. Zawsze jak je tam daję, czuję jak mimowolnie rośnie kąt ugięcia kolan, czyli minimalnie się prostuję. Taka reakcja na przeniesienie masy. Ręce z przodu są prostsze do ogarnięcia.

Przeskoków nie dokumentowałem, ale z kronikarskiego obowiązku zaznaczę, że były jeszcze zwykłe skater jumpy oraz przeskoki z przysiadem jednonożnym. Jak co tydzień.

No i ok. Uwagi do techniki naniesione. A potem była druga seria i dopiero po niej poczułem się zmęczony, a piesio zrobił młynek z języka zlizując pot z twarzy przy okazji stania w pozycji na koniec ćwiczeń. Ale mięśnie nie bolą, pasmo biodrowo-piszczelowe nie ciągnie.

Jeszcze długo nie będzie nudy z tymi ćwiczeniami. Będzie co poprawiać. Jest dobrze.

Hits: 2


Dodaj komentarz