"Dzisiaj robimy to czego innym się nie chce, aby jutro robić to czego inni nie potrafią".

Nd 30 maj 21 – Pierwszy treningowy maraton na dużych kołach

Nd 30 maj 21 – Pierwszy treningowy maraton na dużych kołach

Mogę?

Koła się przyjęły. I szyna triple X też. Jedyne czego mi ciągle brakuje to kliny. Bez nich co chwila łapię się na tym, że koła przechodzą na wewnętrzne krawędzie. Może i jest to do wyćwiczenia, ale nie mam dużego przekonania, że warto. Jeśli takie asy jak Scott Aldridge i Pascal Briand używają klinów pod koła, do czego się sami przyznają, to czemu ja nie miałbym? Jednak nawet jeśli wrócę do klinów, to ten okres, gdy jeżdżę bez nich i to na dużo wyższym układzie, sporo mnie nauczy o kontroli krawędzi.

Do dzisiaj nie byłem pewien, czy tak wysoki układ nie zabije mnie, a przynajmniej mojej stabilizacji, podczas długiej jazdy. Owszem, może łatwiej się utrzymuje wysoką prędkość, ale pewnym kosztem. Czy nie jest za duży? Tylko przejechany maraton mógł na to odpowiedzieć.

Po wczorajszych opadach dzisiejszy suchy poranek zaskoczył. Zanim pojechałem na Błonia zmieniłem jeszcze koła z deszczowych Torrent Rain 125 na zwykłe treningowe Hydrogeny 125. Myślałem, że pojeżdżę po mokrym na deszczówkach, których jeszcze nie miałem okazji sprawdzić, ale przecież one poczekają. Lepiej było przejechać wreszcie pełen maraton, pierwszy od gorlickiego w październiku. Osiem miesięcy przerwy.

Dało się to zrobić tylko dzięki jeździe w parze z Sebastianem. Samemu na pewno odpuściłbym dojechanie do “mety”. A tak nawet udało się uzyskać całkiem rozsądny wynik jak na treningowy przejazd po tak długiej przerwie: godzina i czterdzieści pięć minut. Walka toczyła się na tym samym polu co zawsze: plecy, dodatkowo wymęczone regularnymi treningami z Danielssona. Obawiałem się o stabilizację, a jednak okazała się być w porządku. Na koniec wszystko działało tak jak na początku. Nie było – czego się obawiałem – efektu rozkraczonego osiołka.

Mogę!

Świetnie. To odpowiada na pytanie, czy mogę zostać na dużych kołach, czy lepiej jest wrócić na sto dziesiątki. Mogę zostać. Duże koła lepiej utrzymują prędkość kosztem oczywiście wolniejszego przyspieszania. Ciężej się jest rozpędzić, łatwiej utrzymać prędkość. Wszelkie manewry również są trudniejsze na wyższym układzie.

Jednocześnie doszedłem do wniosku, że stodziesięciomilimetrowe koła dużo lepiej pracują w klasycznej szynie 4×110. Wczorajsza jazda na 3×110 pozostawiła odczucie, że chociaż taki układ jest bardzo lekki i łatwy do prowadzenia, to jednak trudno jest przy jego pomocy wejść na prędkość. Czy to może być kwestia masy wirujących kół? Energia kinetyczna wirowania czterech kół 110 jest istotnie większa niż energia trzech. Z kolei ze względu na większe oddalenie masy od środka obrotu koła 125 milimetrów zapewne gromadzą większą energię. Czy to może być ten powód? (dramatycznie zawieszony głos)

Moje obserwacje pokrywają się z niezależnymi raportami Pascala i Viktora. Koła 125 mm są odrobinkę szybsze niż 110. Z drugiej strony koła 110 na szynie dostosowanej do używania trzech kół 125 milimetrów działają sporo mniej skutecznie. Z własnych doświadczeń na halę jednak sprawdzają się wystarczająco dobrze.

I tak to na razie zostawię. Albo jeszcze pobawię się całkiem przyjemną hybrydą Cadomotusa: Transformer-5… Potrafi udźwignąć obydwa zestawy. Nawet jednocześnie!

Hits: 0


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.