"Dzisiaj robimy to czego innym się nie chce, aby jutro robić to czego inni nie potrafią".

14 maj 21 – Duże na hali

14 maj 21 – Duże na hali

Zgodnie z ogólnie dostępną wiedzą mieszanka jazdy po hali i dużych kół jest toksyczna. Nawet jeśli nie zabije od razu, to wymłóci i zamęczy. Wiedziałem o tym, ale przecież miałem założone duże koła i stwierdziłem, że ha! wezmę ze sobą stodziesiątki i przekręcę podczas treningu. Najpierw jednak popróbuję jak to leci na dużych.

Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu uczucie było bardzo zbliżone do jazdy na kołach 110mm. Bardziej niż wysokość przeszkadzał brak klinów, przez który co chwila koła przeskakują na wewnętrzne krawędzie i trzeba to świadomie korygować ruchem kostek. Jednak ani chwiejność nie była specjalnie większa, ani nóg mi nie chciało połamać. Skończyło się na tym, że cały trening przejeździłem na stodwudziestkachpiątkach.

Trudności owszem wylazły na wierzch w trakcie jak karaluchy ze starego zlewu. Przede wszystkim techniki jednonożne stały się dużo trudniejsze. Utrzymanie równowagi wymaga więcej siły i skupienia. Nie udało się zatem jeździć łuków na jednej, wewnętrznej nodze. Czuć, że ten układ jest bardziej wymagający przez swoją wysokość. Półtora centymetra różnicy. Czy to dużo, czy nie dużo? Dla kostki, która musi w wygięciu utrzymać cały ciężar ciała plus wygenerowaną siłę odśrodkową – to sporo. Ale nie grozi śmiercią, kalectwem, ani czymś gorszym.

Przy tym chyba byłem ciut szybszy na większych kołach. Brak pomiarów, ale takie było wrażenie moje i Papiego. I to pomimo tego, że wchodząc na łuk poświęcałem cenną chwilę na upewnienie się, że koło wewnętrznej dla łuku nogi jest prawidłowo ułożone na zewnętrznej krawędzi i dopiero zaczynałem nim pchać. Więc: tak, jest coś w tym, że duże koła są szybsze. No są…

… dla tych, którzy potrafią je opanować. Bo nie chodzi nam o jazdę z kostkami wygiętymi do wewnątrz. W ten sposób, owszem, można sobie zafundować solidny problem: przeciążenia, naciągnięcia, a może i jakieś stany zapalne lub przerosty kości napierających na karbon twardy jak serce komornika.

Osobną sprawą jest praca nad pozycją w łuku. Im lepiej z nogami i biodrami, tym więcej uwagi można poświęcić barkom i ramionom. Nie ma zatem zupełnie sensu wprowadzanie lewej ręki do wewnątrz łuku w lewo i trzymanie jej tam sztywno. Albo ma pracować podczas przekładanki, albo powinna być przyklejona do wewnętrznego biodra. A jak jest to widać na zdjęciu tytułowym. I tą pozycję można też zobaczyć na wcześniejszych zdjęciach. Niepotrzebny manieryzm – do poprawy.

Pojawiają się pierwsze pogłoski o kolejnym przełożeniu Maratonu Mazurskiego. Może się okazać, że będę miał dość czasu na adaptację do dużych kół.

Hits: 0


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.