"Dzisiaj robimy to czego innym się nie chce, aby jutro robić to czego inni nie potrafią".

Wt 30 mar 21 – Skating dryland at its best

Wt 30 mar 21 – Skating dryland at its best

Jako że wtorek to nie ma zaskoczenia: jest skating dryland. A pomaga wierny kangur…

W zeszłym tygodniu były dwie serie, ale w tym jakoś tak znowu po weekendzie czułem się niepewnie i poprzestałem na jednej, którą i tak poczułem. Poza tym po wprowadzonych tydzień temu „pompkach australijskich”, czyli niskim podciąganiu w pozycji do pompki walnęło mi znowu w ramieniu i musiałem odpuścić robienie zwykłych pompek. Na szczęście tylko na tydzień.

Poprzedniego wieczora trochę nieśmiało, ale udało się zrobić zwykłą setkę. Pierwsza seria delikatnie, powoli, do 15, bo wrażenie było, że spina znowu bolący mięsień, ale najwyraźniej się rozgrzał i poszło. Przyznaję, że przyjemnie się czuje napompowane bicki. Ale do podciągania nie wrócę bez rozkminy co się dzieje i co zrobić, aby się nie działo. Podejrzewam jak zwykle konsekwencje wieloletniej pracy przy komputerze: prawa ręka to jest ta od myszki i prawe ramie jest w związku z tym w większej protrakcji niż lewe. A to oznacza przykurcz piersiowego i okolic (w tym obszarze pobolewa) oraz rozciągnięcie i osłabienie mięśni antagonistycznych, czyli tych od tyłu strony. Jakoś pomalutku będę musiał temat ogarnąć. Już jednak mam przećwiczone, że zmiany na podstawowym poziomie to są miesiące i lata pracy, żeby poczuć różnicę. Ok, damy radę.

No to jak to leciało…

Ostatnio obserwując sposób wykonywania przysiadów dwunożnych uderzyło mnie jak obuchem, że zupełnie bez własnej świadomości wachluję korpusem w górę i dół. To dokładnie ten sam ruch co przy pulsowaniu na rolkach, a jak wiadomo to jest jedna z głównych przyczyn straszliwego i przerażającego jak bazyliszek bólu pleców. Wystarczy świadomie eliminować ten ruch i bez żadnych strat wydajności stan zdrowia podczas jazdy poprawia się znacząco. Trzeba zatem świadomie zabetonować pochylenie korpusu bez względu na stopień ugięcia kolan. Czy to się udało? Zobaczmy.

Chyba tak, aczkolwiek pomimo wrażenia kompletnej sztywności “zabetonowania” jakieś minimalne różnice jeszcze są. Do dalszego ogarniania.

Drugie w kolejności do analizowania są „przysiady” na jednej nodze. Od kilku tygodni walczę o to, żeby zejście było naprawdę naprawdę nisko i to na obie nogi. Jest delikatne wrażenie, że ruch staje się jeśli nie łatwiejszy, to bardziej naturalny. Dobra nasza.

Widać, że maksymalne skupienie jest na nogach i barki latają sobie w miarę dowolnie. Ale po kolei. Najpierw zakresy i balans, potem przyjdzie pora na uspokojenie góry.

Powrót nogi odpoczywającej. Tu w zasadzie bez zmian. Zawsze walka o zejście niżej na nodze, która stoi oraz utrzymanie barków w dobrej pozycji. Oraz o nieprzejmowanie się jednoznacznymi objawami atencji ze strony zachwyconego psa konsumującego elektrolity.

Wyskoki… dalej nie wiem ile tego jest… Ustawiłem kamerę na podwyższeniu, aby zniwelować skrót perspektywiczny, ale chyba będę musiał zmienić podejście i zatrudnić kogoś do celowania z bliska. I użyć trochę lepiej wyskalowanej miary. Na ten moment w dalszym ciągu można powiedzieć, że skaczę w górę około 60 cm.

Przejścia z nogi na nogę. Tutaj chyba mogę zacząć przechodzić na znacznie szerszą pozycję. Dodatkowo to ćwiczenie świetnie, bo funkcjonalnie rozciąga przywodziciele ud.

Niski marsz – tutaj nie ma co opisywać, to trzeba po prostu przeżyć. Albo przejść. Niuanse techniczne są, ale dosyć oczywiste: nie pozwolić na koślawienie nóg, które chciałyby jakoś uciec, zmniejszyć obciążenie.

Niezawodny pies tylko czeka na moją minutę w statyce. Ona już tam wie co robić. Ja wiem, że należy przyjąć możliwie niską pozycję i poczekać minutę, a w międzyczasie starać się pogłębiać pozycję, a nie skracać.

W tym tygodniu po raz pierwszy dołożyłem coś nowego. Zamiast powtarzać, robić drugą serię wolałem wprowadzić urozmaicenie i byłem ciekawy jak to oko kamery uchwyci. No i cóż. Przydałoby się ubrać na jasno, bo teraz koszulka i spodenki się stapiają z tłem. Ale coś tam widać.

Przedstawiam jednonożne przysiady po kątem. Mają one symulować obciążenie na wirażu, gdy jedziemy nisko i przekładamy. Tak, to jest coś co mam do mocnej poprawy. Jednak na zdjęciach nie prezentuje się to tak strasznie źle.

Ciekawy jestem czy do czegoś ciekawego doprowadzi mnie to nowo dołożone ćwiczenie. A w kolejce czekają jeszcze ćwiczenia z gumą, gdzie zamiast lecieć ciężarem na podpierającą rękę, wisi się na gumie. Trochę podobne, a trochę nie. Zobaczymy.

Hits: 6


Reader Comments

Dodaj komentarz