"Dzisiaj robimy to czego innym się nie chce, aby jutro robić to czego inni nie potrafią".

Wt 16 lut 21 – Zwinnym być jak chart

Wt 16 lut 21 – Zwinnym być jak chart

Musiałem ładnie robić ćwiczenia i pięknie się przykładać, bo praktycznie skasowało mi dwugłowe uda w obydwu nogach. Ostatnio raczej mruczałem bo czworogłowe bolały, a że dwugłowe to nowość. I taki trochę zaskok. Bo w sumie czemu? A jednak tak jest i nie ma co mówić, że nie.

Czyli niedziela i poniedziałek regeneracyjka i spokojne rozciąganie. Spokojne, to nie znaczy, że niedokładne. Ponieważ najbardziej przeszkadzał mi zginacz biodra z lewej strony i ciągle nie mogłem pozbyć się uczucia napięcia i bolesności, to zmieniłem podejście i z rolowania przeszedłem do ciągnięcia.

Od ponad roku wykonuję serię ćwiczeń rozpoczynającą się siadem za-zen, czyli takim klasycznym na piętach z obciągniętymi palcami. Początkowo wyzwaniem było położyć stopy płasko na ziemi, potem zejść tyłkiem aż do pięt i tak dalej i tak dalej. Jakiś czas temu stanąłem w rozwoju, bo siedziało się już – subiektywnie – bardzo dobrze i bez większego ciągnięcia. Więc robiłem ten siad, siedziałem trochę, ewentualnie lekko się odchyliłem podpierając wyprostowanymi ramionami z tyłu i szedłem do następnego ćwiczenia.

Ale mnie moja dietetyczka podbechtała, że ona zaczynała z podparcia łokciami (nie wyprostowanymi ramionami, tylko łokciami) i doszła do płaskiego leżenia. „- A czy Pan potrafi przejść w tej pozycji do leżenia?” No nie potrafię. Nawet mi to do głowy nie przyszło.

Ale jak już przyszło to zacząłem temat drążyć. Najpierw coraz większe odchylanie się. Podpieranie ramionami odchylanymi coraz szerzej na boki. Potem faktycznie nieśmiałe próby podparcia łokciami, najpierw jednym, potem dwoma. A po kolejnych kilku sesjach próba zejścia jeszcze niżej. No i tak to poleciało. Dzisiaj było już dotykanie łopatkami ziemi, ale trudno powiedzieć, że w odprężonej pozycji. Lędźwia i kolana drze w górę. Jeszcze dużo starań, ale widzę, że warto, bo w dryland w zeszłym tygodniu był już całkowicie bez uczucia ciągnięcia mojej pseudo-pseudo-pseudo „rwy kulszowej” (pełna historia w starych odcinkach z zeszłego roku). W tym tygodniu jeszcze było czuć, ale też mniej. Czyli raczej słuszną linię mają te moje ćwiczenia. I o to chodzi.

Podczas drylandu kontynuacja prób schodzenia dużo niżej niż do tej pory, co wymaga innej pracy mięśni bioder. Trudno, ciężko, zupełnie inaczej, ale nie niewykonalnie. Zanim jednak będę to robił w tempie wąsaczy z filmu to hoho ile wody w Wiśle upłynie…

Spoko. Mamy czas. Z każdym tygodniem do przodu.

A za kilkadziesiąt dni powinno się już dać pomykać na roleczkach wśród pięknych okoliczności przyrody.

Już niedługo.

Hits: 0


Dodaj komentarz