"Dzisiaj robimy to czego innym się nie chce, aby jutro robić to czego inni nie potrafią".

Pt 26 mar 21 – Łuki w prawo to zło?

Pt 26 mar 21 – Łuki w prawo to zło?

Jadąc na wczorajszy trening układałem sobie plan: zrobić dla prawej stopy taki trening jaki robiłem od stycznia dla lewej, czyli wydłużać moment jazdy na wewnętrznej stopie podczas przekładanki. Dla lewej stopy po pewnym czasie dało mi to możliwość przejechania kompletnego łuku na zewnętrznej krawędzi i zauważalnie większą stabilność i prędkość. Dla prawej stopy potrzebne jest to jeszcze bardziej, bo łuki w prawo były i są zdecydowanie gorsze. Ciągle jeszcze muszę się zmuszać do przejechania ich przekładanką, podczas gdy w lewo była ona, odkąd pamiętam, ruchem domyślnym, nawet jeśli nie prawidłowym. Łuki w prawo to wynalazek Szatana. Zdecydowanie. Ale może nie musi tak być zawsze?

Sądziłem, że będę potrzebował odwzorować uczucie z przejazdu na wewnętrznej nodze z lewej na prawą, ale okazało się, że nic takiego: to uczucie jest zupełnie inne. I faktycznie to potrwa, nic nie przyspieszę, musi iść w swoim tempie. Chociaż w pewnym momencie, gdy pojechałem na zewnętrznej krawędzi prawej nogi dłuższy wycinek łuku niż się spodziewałem, to ze zdziwienia prawie orła fiknąłem. Mam zatem nadzieję, że pójdzie mi jednak szybciej niż z lewą, bo mam sprawdzone wzorce do skopiowania i wiem, po prostu wiem, że to się DA zrobić. Przedtem brakowało mi zwłaszcza tego ostatniego, a teraz mogę przejechać łuk na lewej z niewielką tylko walką. Nie ma w tym, co prawda, lekkości i swobody, ale to przyjdzie z czasem.

Oczywiście nie ćwiczyłem przez półtorej godziny treningu tylko tej jednej rzeczy, bo chyba by mi stopa odpadła, a przede wszystkim wewnętrzna kostka, która w tym ruchu jest ostro dociskana do cholewki buta. Więc porobiłem różne inne ćwiczenia, głównie jedno, ale także i dwunożne.

Zaskoczyło mnie jak dobrze wygląda na zdjęciu wykonany ruch powerboxa. Można przykładać linijkę i wyjdą linie proste krzyżujące się w okolicy środka masy: jedna od jadącej stopy przez kolano, biodro do barku, a druga od stopy, która się odepchnęła, przez kolano biodro do ręki balansującej wychylenie. Książkowo! Aż pokraśniałem z zadowolenia.

Sporo czasu poświęciłem też na „latającego holendra”, czyli szeroooki slalom jednonożny z podparciem. Sednem jest ustawianie całego ciała w przechyle. Jest to tym łatwiejsze i efektywniejsze im będziemy niżej. Sęk w tym, że jednak głowa nie chce puścić tematu na żywioł i ciągle, ciągle utrudnia proste teoretycznie rzeczy. Trochę pomaga to, że ostatnio zaliczyłem kompletnie bezbolesny szlif, bo można sobie mówić, że wywrotka nic nie boli, ale mimo wszystko…

Nachylenie w łukach jest mniej więcej takie jak zawsze, daje możliwość przejechania z praktycznie dowolną prędkością jaką uda się osiągnąć. Jasne, że trzeba to świadomie pogłębiać, bo odruchy są przeciwne do tego co trzeba zrobić. Dokumentacja pokazuje, że ciągle odruchy wygrywają… Przynajmniej momentami.

Ale ciągle do przodu. Powoli, ale do przodu.

Bardzo ciekawy jestem jak będzie szła jazda na prostej, czy uda się dużo więcej wycisnąć z bujania na zewnętrznych krawędziach niż w zeszłym roku. Jakby tak się zastanowić progres zrobiłem, więc powinno być lepiej.

Zobaczymy.

Hits: 5


Dodaj komentarz